Kronikę robimy, a Wy? A my…powstanie robimy.

„Powstanie Warszawskie” 

W tym roku mija 70 lat od wybuchu Powstania Warszawskiego. Bez względu na to, czy jest się zdania, że powstanie było niepotrzebnym zrywem wyzwoleńczym, czy też konieczności i dowodem niezłomności Polskiego narodu – ten dokumentalizowany film fabularny należy zobaczyć. O powstaniu bowiem w Polskim kinie mówiło się szczątkowo, a często też, zbyt pompatycznie. „Powstanie Warszawskie” wychodzi więc na przekór dotychczasowego wizerunkowi. W rezultacie otrzymujemy surowy obraz rzeczywistości, a nie jedną z jej interpretacji. Świadectwo dogorywającej Warszawy komentują dla nas Wiktor oraz Karol, dwaj bracia, których zadaniem jest dokumentowanie przebiegu powstania. Tak jak inni powstańcy, filmowcy tęsknią za domem i rodziną, z którą pozostają w stałym kontakcie. Obserwują walczących, starając się uchwycić ich w wojennym ogniu, żeby chwilę później przypatrywać się jak wspólnie modlą się i jedzą. W przerwach zagadują do dzieci, kobiet, wciskają kamerę dosłownie wszędzie – realizując swoje zadanie, wedle myśli „kamera jest moim karabinem”.

Źródło: http://static.polskieradio.pl/c7cb9329-a4fe-4f95-abd3-4bc308a9110d.file

Są pewne filmy, które nie tyle wymykają się wszelkiej ocenie, ale po prostu odpowiedni sąd w ich przypadku jest niemożliwy. „Powstanie Warszawskie” nie sili się na sztuczność i przesadne koloryzowanie. I za to chwała twórcom. Głosy aktorów momentami są irytujące, ale w przeważającej części seansu to dobra robota. Serwuje się nam przez to specyficzny obraz Warszawy walczącej – przerażająco, dobitnie prawdziwy. Powstańcy próbują prowadzić normalne życie. I tak przy świstach kul oraz huku wystrzałów toczy się codzienność. Jesteśmy świadkami posiłków, mszy świętych, kazań, a nawet ślubu. Wszystko to zdaje się być jednak namiastką, kroplą tonącą w morzu bestialskiej nienawiści, trawiącej Warszawę. W tym okrutnym świecie zadziwiający jest jednak promyk nadziei – niezwykle wątły, upadający, ale gdzieś jednak cały czas go czuć. Pokolenie tych, którzy powstanie ujrzeli na własne oczy, w zasadzie każdego dnia się pomniejsza, a „Powstanie Warszawskie” jest odpowiednim hołdem skierowanym właśnie w ich stronę. Gdy po raz pierwszy zaprezentowano pomysł Jana Komasy, by z archiwalnych materiałów skrystalizować obraz powstańczej rzeczywistości, głosy były skrajne. Pokolorowane, nasycone ujęcia to sceny żywcem wzięte z tamtych wydarzeń – dla niektórych idea Komasy była pozbawiona sensu.

Źródło: http://i.iplsc.com/kadry-z-filmu/0002FH1NUI2RMS8Q-C116-F4.jpg

Oglądając „Powstanie Warszawskie” nasuwa się jeszcze jedna myśl: Polacy zaczynają dorastać do mówienia o wojennych krzywdach w sposób nieco bardziej zdystansowany. Wynika to pewnie z wielu przyczyn, chociażby lat, które upłynęły i ludzi, którzy o powstaniu i wojnie te filmy kręcą. To już nie stare wygi jak Wajda, lecz młodzi twórcy, których spojrzenie jest nieco odmienne. I nie sugeruję tutaj, że jest ono lepsze, czy gorsze. Jest po prostu inne. Pozostaje jednak obawa, że ten projekt Muzeum Powstania Warszawskiego nie przekroczy polskich granic, a szkoda, gdyż powinien. Podsumowując, „Powstanie Warszawskie” stanowi nie tylko ukłon i oddanie szacunku poległym, w materii czysto filmowej to eksperyment, który się powiódł pomyślnie. Twórcy nie wymyślali naiwnej, przepełnionej patosem fabuły, oszczędzili też zbędnego symbolizmu – wszystko, by widz czuł, że to co widzi, to nie makiety, ani aktorzy. To bohaterzy, którzy polegli w imię wyższych idei, a o ich poświeceniu zapomnieć nam nie wolno.