Recenzja off-film – Mockingbird (2014)

Film Bryana Bertino nawiązuje do dawnio zapomnianej kanwy filmów grozy, gdzie im mniej zostało na ekranie wyeksponowane, tym szybciej biło serce widza. Ostra krytyka ze strony tych, którzy do tego niszowego obrazu dotarli, tylko podjudziła mnie, by przetrwać te domniemane katusze. I o dziwo, „Mockingbird” nie był aż takim cierpieniem, jakie mi obiecano.

http://horrorsandscaryshits.blox.pl/resource/mockingbirdzqyqk8d.png

Jak ja nienawidzę klaunów…

Fabuła filmu skupia się wokół trzech równoczesnie prowadzonych wątków – nieudacznika mieszkającego z matką, pary, która na jedną noc ma ciszę i spokój od dzieci oraz dziewczyny samotnie mieszkającej w małej klitce. Wszystkich łączy zgłoszenie i chęć udziału w tym samym konkursie – wszyscy rowniez otrzymują tajemnicze prezenty w postaci kamery. Jednak za drogim „upominkiem” kryje się śmiertelnie niebezpieczna gra.

Przyznam, że „Mockingbird” bywa pretensjonalny do granic bólu, chwytając sięoklepanej konwencji found footage. Bertino szuka jednak w swoim filmie mrocznej atmosfery i pomimo szeregu mniej lub bardziej nielogicznych dziur w scenariuszu, radzi sobie z podtrzymywaniem zainteresowania widza. Trzy przeplatające się ścieżki dążą do finału, którego przewidzieć się nie da, jednak – co gorsza – nie da się równiez go zrozumieć. Nawet pomimo świetnej scenerii i pomysłowej aranżacji, Bertino konsekwentnie zagubił sens historii. I to chyba pozostało moją największą bolączką po seansie „Mockingbird”. Nikt nie lubi przecież czuć się tak trywialnie głupi, żeby nie zrozumieć „co autormial na myśli”.

http://bocadoinferno.com.br/wp-content/uploads/2014/10/Mockingbird-2014-5.jpg

Leżę pośród balonów…ale faza…

Niemniej jednak, „Mockingbird” zapewne znajdzie swoich zwolenników – są plastikowe kukły, jest obowiązkowa burza w tle, złowieszcze listy i meandrująca w przedziwnym kierunku fabuła. Co wytkną przeciwnicy? Zabójczo naiwny scenariusz, skąpą ilość zasadniczo przerażających elementów i przeciętną grę aktorską. Ja pozwolę sobie pozostać zatem gdzies pomiędzy tymi dwiema opiniami – z jednej strony mój sentyment do „klimatycznych” horrorów każe mi nie krytykować tak dobitnie „Mockingbird”, zaś filmowe doświadczenie jednoznacznie mówi „jedź do woli – gniot alert”. Drodzy czytelnicy – na nudny wieczór w sam raz.