Scenariopisarska finezja nie zna granic…

Źródło: http://starwarped.net/files/other-roles/Peter-Cushing-Grand-Moff-Tarkin/The-Legend-of-the-7-Golden-Vampires-film-cover.jpg

„Legenda Siedmiu Złotych Wampirów” (1974) reż. Roy Baker / Cheh Chang

Poszukiwania najgorszych filmów świata to zajęcie czasochłonne, gdyż ciężko skonkretyzować obiekt będący ich celem. Rozkwit kina „przerażaczy” przypadł na lata 70. oraz 80. Przebijając się przez kilkanaście miałkich produktów z tamtego okresu udało mi się odkopać coś nadzwyczajnie ekstrawaganckiego. Film prawdopodobnie nieznany szerszej widowni, a i fani kina klasy Z mogą się zaskoczyć. A uwierzcie mi, że „Legenda Siedmiu Złotych Wampirów” jest dziełem wyjątkowym!

Fabularny chaos jest trudny do przedstawienia bez poczucia, że scenarzysta płakał jak pisał. „Kropkę nad i” w tej kwestii postawił Christopher Lee, który po przejrzeniu tekstu bezceremonialnie oznajmił, że nie weźmie udziału w filmie Roya Bakera i Cheh Changa. Postaram się przybliżyć przyczynę tej decyzji – otóż, znany chyba każdemu Hrabia Dracula zostaje wybudzony ze swojego snu przez wędrowca, który prosi Księcia wampirów o przywrócenie władzy Siedmiorgu Wampirom – potworom terroryzującym maleńką wioskę. Nieświadom swojej naiwności wędrowiec sprowadza klęskę na chińską prowincję. Katastrofalnym skutkom tego połączenia sił nieczystych zapobiec ma doktor van Helsing, wspomagany przez gro samurajów i przedstawicielki płci pięknej.

Coraz częściej słyszy się o wtórności, czy też tematycznym recyklingu w gatunku straszydeł. I trudno się pod tym nie podpisać – jedno „Blair Witch Project” odbija się czkawką co roku w kilkunastu, jak nie kilkudziesięciu produkcjach, wszystkie zaś bazują na wyświechtanej idei found footage. Tym bardziej zatem pomysłowość twórców z lat 70. i 80. zachwyca. I chociaż dziś ich wysiłki kwitujemy śmiechem, nie można im odmówić puszczania wodzy fantazji i odrobiny szaleństwa w radosnej twórczości. Nie inaczej jest w przypadku „Legendy Siedmiu Złotych Wampirów” – fabuła meandruje w tak absurdalnych kierunkach, że ciężko powstrzymać się od łez, ale w tym szaleństwie jest metoda. Nawet pomimo siermiężnych dialogów, wątpliwej jakości aktorskiego rzemiosła pośród obsady – film Bakera i Changa to świetny „odmóżdżacz”.

Źródło http://deeperintomovies.net/journal/image10/sevenvampires6.jpg

Nie sposób nie wspomnieć również o kolejnym ważnym elemencie tego horroru z dawnych lat – najgorzej dopasowanej ścieżki dźwiękowej. Wiele fatalnych, kompozytorskich wyczynów się już nasłuchałem, ale „Legenda…” powala na kolana. Muzyka sama sobie sterem, żeglarzem, okrętem, płynąc w powalającej dysharmonii z obrazem. Ten filmowy anty-dualizm to jednak zjawisko znane fanom kina klasy B – wystarczy przestudiować dzieła Tromy. Bez wątpienia, James Bernard, autor ścieżki dźwiękowej, zasługuje na owacje.

Niektórzy pewnie pomyślą, że oglądanie tych najgorszych filmów stanowi zajęcie żmudne, a wręcz zakrawające o masochizm – kto chce marnować czas na to, co z założenia jest złe. Fenomenem jednak filmów takich jak „Legenda Siedmiu Złotych Wampirów” jest to, że w tej całej filmowej masakrze znajduje się przebłysk geniuszu, a przede wszystkim – nieskrępowana wymogami dzisiejszej widowni wyobraźnia. Nie jest to horror, nie jest to film sci-fi, ale wybryk, który z odpowiednim nastawieniem dostarcza multum radości, plasując się wysoko w mojej osobistej hierarchii Najlepszych z Najgorszych.

Źródło: http://3.bp.blogspot.com/-bN-tYs-fOeM/UUSvAo05ezI/AAAAAAAAXKI/5TJUVIXYNQU/s1600/peter+cushing+seven+golden+vampires+10.jpg

Film dostępny jest do obejrzenia na serwisach online. Jeśli macie jakieś propozycje dotyczące kandydatów do kategorii Najlepsi z Najgorszych, dajcie znać w komentarzach!